Wykorzystać Internet do pomocy innym. Pomóc chłopakowi choremu na Sepsę. Wyjechać do Tokio. Znaleźć pracę. Zobaczyć świat. Zebrać 200 tys złotych na pomoc innym. Pokonać strach. Doprowadzić do powstania lodowiska. Takie cele mieli finaliści, zorganizowanego wspólnie z Polska The Times, konkursu Każdy ma swoje Vancouver, w którym fundatorem nagród była firma 4F.
Akcja wystartowała z początkiem lutego i od samego początku cieszyła się dużym zainteresowaniem. Uczestnicy akcji wysyłali nam swoje cele na rok 2010, opisywali w nich swoje pragnienia, marzenia. Wśród nich było wiele niezwykłych, ciekawych i często bardzo trudnych do zrealizowania przyrzeczeń.
Do finału konkursu zakwalifikowało się 8 osób, które zostały wybrane z pośród wszystkich nadesłanych zgłoszeń. W tym etapie akcji decydujący głos mieli internauci, którzy oddawali swoje głosy. Od samego początku trwała niesamowita rywalizacja pomiędzy Danielem Stradczukiem, który chciał wykorzystać Internet do pomocy innym a Maksymilianem Wolkiewiczem, który chciał zobaczyć świat.
- Chciałbym zobaczyć świat. Dziś niewiele widzę, ale wierzę, że nadejdzie dzień, w którym dokładnie przyjrzę się słońcu, przywitam wzrokiem ptaki i będę podziwiał ich śpiew nie tylko słysząc, rozkocham w sobie wszystkie kwiaty w ogrodzie i w końcu zrozumiem czym jest czerwień tulipanów i błękit nieba. Chcę zobaczyć moją Mamę i Tatę, którzy zawsze są ze mną, i póki co opisują mi widziany przez nich świat – napisali w imieniu 3-letniego Maksa rodzice.
- W pewnym momencie postanowiłem zachęcać moich znajomych do oddawania głosów na Maksymiliana. Przecież taki był cel mojego postanowienia – pomagać innym wykorzystując Internet. Ciszę się, że mogłem zrobić przynajmniej tyle – mówi Daniel Stradczuk, na którego głosowało 618 osób.
Na Maksymiliana Wolkiewicza zagłosowało aż 831 osób. – To było dla nas bardzo duże wyzywanie, Kosztowało nas to wiele pracy. Namawialiśmy dużo osób by wzięły udział w tym konkursie i oddawali swoje głosy na Maksia. Dlaczego zdecydowaliśmy się wziąć udział w akcji? Bardzo liczyliśmy na strój Adama Małysza
z podpisem. Chcieliśmy go później zlicytować i przekaż pieniądze na leczenie – mówi mama 4-letniego Maksymiliania, Anna Wolkiewicz.
Przed Maksem długa droga do zrealizowania swojego marzenia. – Będę ćwiczył moje oczka, bo w tym jest nadzieja na poprawę mojego wzroku, pojadę nawet na koniec świata, wiedząc, że tam istnieje wielka siła, która mnie uzdrowi. Kocham życie takim jakim jest, jednak mając świadomość, że mogę kochać go bardziej nie cofnę się przed niczym, stawię czoło wielkim decyzjom i nieprzewidywalnym okazjom, by widzieć wszystko to co mnie otacza i napawać się pięknem i wrażliwością otaczającego mnie świata – napisali w jego imieniu rodzice.
Same ćwiczenia jednak tutaj nie pomogą. Potrzebne są na to pieniądze. – Maksymilian jest wcześniakiem, urodził się o 2,5 miesiąca za wcześnie z wagą nieco ponad kilogram. Skutkiem tego jest mózgowe porażenie dziecięce, dysplazja oskrzelowo- płucna, synek nie chodzi, nie siedzi, nie wiemy ile widzi. Mimo to jest bardzo pogodnym i radosnym dzieckiem. Zalecane są 4, dwutygodniowe turnusy rocznie. Każdy z nich kosztuje aż 3800 złotych – mówi Anna Wolkiewicz.
Do pomocy Maksowi zachęcił już Adam Małysz, którego wpisy na Naszej-Klasie śledzi blisko 170 tys. osób. – Póki co przekazałem Maksowi swoją kurtkę z podpisem. Wierzę jednak, że Maksymilian może liczyć także na Waszą pomoc – pamiętajcie, że liczy się każda złotówka. On musi kiedyś zobaczyć konkurs skoków – napisał nasz najlepszy skoczek.
Dodatkowo wspomóc Maksia można dokonując wpłat na Fundację Dzieciom „Zdążyć z pomocą”.
ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa Bank
PeKaO S.A I O/Warszawa 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
Z dopiskiem: darowizna na leczenie i rehabilitację, Maksymilian Wolkiewicz









przepiękne :).
Dobry komentarz ?
0